Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nagrody. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nagrody. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 11 marca 2013

Nauczyciele - rodzice - dzieci

W poprzednim poście pisałam o nauczycielach. W tym będzie... także o nauczycielach i trochę o rodzicach - cały czas w aspekcie motywowania dzieci do nauki. A zatem, czy rodzice wspierają nauczycieli w motywowaniu dzieci do nauki? Zwykle nie mają czasu… W efekcie dzieci: nie chcą chodzić do szkoły, często nie mają nadzoru, nie chcą się uczyć, odrabiać lekcji, podejmować się zadań, odpowiedzialności, wyznaczania sobie celów, rozwijania talentów, pasji. Brakuje im rodzica w roli mentora, który przeprowadzi je przez mniejszy lub większy kryzys, lub wsparcia w pokonaniu pojawiającej się przeszkody. Motywacja do podejmowania wyzwań wymaga zmiany postawy, umiejętności i zachowania albo rozwinięcia nowych wartości. To proces kształtowania się gotowości do pracy ze swoimi ograniczeniami, wychodzeniem ze strefy komfortu. Kto lubi pokonywać ograniczenia tak sam z siebie, bez czynników motywujących z zewnątrz, czyli w osobach rodziców? Musiałby mieć bardzo jasno wytyczony, silnie motywujący cel, ogromną determinację lub presję otoczenia. Wyjątkowo udaje się to dzieciom pozostawionym samym sobie. Odnoszą sukcesy prawie wyłącznie wtedy, kiedy już nie mają innego wyjścia. Częściej jednak sukces osiągają te, które są świadomie wspierane przez rodziców. Kiedy są skazane na siebie i nie mają żadnej emocjonalnej lub innej presji, najczęściej wybierają łatwiejszą drogę, czyli „luzik".

Gdzie szukać przyczyn słabnącej motywacji do nauki? W systemie szkolnym, w niedoskonałych podręcznikach, w syndromie wypalenia zawodowego nauczycieli, w braku kompetencji lub motywacji do przeprowadzenia atrakcyjnej lekcji, czy postawie rodziców?

Działa ta sama zasada, czyli „luzik”. Nauczyciel też człowiek i bez zewnętrznej presji nie widzi powodu do zmiany swoich wypracowanych dotąd metod nauczania. Po co zmieniać coś w swoim warsztacie nauczyciela, skoro do tej pory tak uczył i - jego zdaniem - to się sprawdzało? Nie dostrzega zmieniającego się otoczenia i jego potrzeb. Przesuwa ciężar obowiązku zmiany na młodzież i oczekuje wsparcia rodziny…
Generalnie więc nauczyciel nie patrzy na swoje potrzeby rozwojowe przez pryzmat potrzeb swoich uczniów. Nie chce zauważyć, że dziś przychodzi zupełnie inna młodzież niż dwa, trzy czy pięć lat temu. Świat dokoła zmienia się błyskawicznie, a systemy edukacyjne nie.

Jak więc nauczyciel ma motywować dzieci do nauki i zmiany swoich postaw, kiedy nie jest dla nich autorytetem, a często także również autorytetem dla siebie? Zdarza się, że nie ma motywacji podążania za potrzebami swoich uczniów, rozwijania swoich kompetencji, które dałyby mu narzędzia pracy z młodzieżą o dużo bardziej rozwiniętych potrzebach. Problem polega na tym, że taka zmiana wymagałaby przede wszystkim zmiany myślenia o swojej roli, przełamaniu przekonań ograniczających i wdrażaniu nowych pomysłów mających na celu zaciekawić, podążać za funkcjami poznawczymi młodzieży i samodzielnie się rozwijać dając uczniom przykład takiej postawy. Obecna szkoła nastawiona jest raczej na egzekwowanie wiedzy i karanie za błędy. A to zupełnie inny kierunek myślenia i działania niż wymagania teraźniejszości.

Mało któremu nauczycielowi w szkole zależy na udoskonaleniu wcześniejszego, znanego mu sytemu nauczania. Rzadko który nauczyciel stawia na wykorzystanie zjawiska transferu pozytywnego polegającego na lepszym zapamiętaniu materiału przy połączeniu przekazywanej wiedzy z silnie pozytywnymi emocjami, na przykład poprzez gry komputerowe. Lekcji w szkole nikt nie promuje, a nauczyciele raczej uwypuklają błędy i słabości ucznia, niż jego osiągnięcia. Naukę traktuje się jak obowiązek, przymus, zło konieczne, a nie przywilej. Wiedza staje się koniecznym kryterium edukacyjnym, choć nie gwarantuje przyszłej kariery zawodowej. Jak połączyć te wszystkie sprzeczności w jedną współgrającą, spójną całość? Jak wzmacniać aktywność dziecka, aby to było motywujące? Jak motywować dziecko wykorzystując wiedzę o mechanizmach psychologicznych motywowania? Przede wszystkim nagradzać za wszelkie pozytywne przejawy działania. Nagrody mogą istnieć po każdym dobrze przeprowadzonym toku myślowym ucznia, po każdym zadaniu, przeczytanym rozdziale w książce. Od inwencji nauczyciela zależy jak uczynić swoją lekcję bardziej emocjonującą bazując na nagrodzie zamiast karania czy wywoływaniu strachu.


Zapraszam do poznania naszej oferty warsztatów dla rodziców.
Jeżeli potrzebujesz indywidualnej konsultacji, skontaktuj się ze mną e-mailowo.

czwartek, 24 stycznia 2013

Czy sobie poradzi bez Ciebie?

Cechy osobowościowe dziecka kształtują się w trakcie jego rozwoju. Decyzje rodziców mają duży wpływ na kształtowanie tych postaw. Jeżeli rodzice będą bezkrytycznie mu ulegali, dziecko zacznie eskalować żądania, będzie chciało coraz więcej, gdyż to okaże się skuteczną strategią. Będzie sprawdzać, gdzie jest granica, której już nie może przekroczyć. Dlatego ważne jest wyznaczenie tej granicy od najwcześniejszych lat życia dziecka. Konieczne jest ustalenie pewnych zasady, norm, wartości, na których dziecko będzie się mogło wspierać i tworzyć hierarchię. To fundament jego późniejszego poczucia wartości, samooceny, stabilności emocjonalnej, siły charakteru, umiejętności radzenia sobie z porażką w życiu dorosłym i wielu innych cech osobowych. Warto o tym pamiętać, że jako rodzice wpływamy na ich kształtowanie.

Dlatego wychowanie to proces edukacyjny, więc nie polega na uleganiu dziecku we wszystkim, czego zapragnie i spełnianiu jego oczekiwań. Brak asertywności nauczy dziecko tego samego – braku asertywności wobec jego bliskich, bo przecież normą w jego życiu było nie odmawiać dziecku niczego. W życiu rzadko przecież zdarza się tak, że dostajemy tego, czego pragniemy, to iluzja. Nie można więc budować w umyśle dziecka fikcyjnych światów, w których to ono jest centrum uwagi. Świat to relacje, decyzje, wybory, cała masa zależności, uwarunkowań. Zaspokajając wszystkie zachcianki dziecka uczymy je fikcyjnej, wyimaginowanej rzeczywistości i narażamy na frustrację kiedy stanie twarzą w twarz z życiowymi wyzwaniami. Dlatego mówiąc: nie, nie dostaniesz tego z takiego powodu…, dorośli uczą dziecko funkcjonowania w realnym świecie, nie robiąc mu krzywdy.

Zachodzi pytanie, jak przeciwstawić się wymuszaniu i pseudo-manipulacji ze strony dziecka? To sztuka, która wymaga uczenia go, że radość jest nie tylko z barania, ale również z dostarczania przyjemności innym, np. dawaniu prezentów. Jeśli więc dziecko narysuje dla Ciebie laurkę, to pokaż mu, że się cieszysz z podarunku. Niech wręczanie drobnych upominków z okazji urodzin lub świąt stanie się miłą rodzinną tradycją. Wytłumacz dziecku, że nie wszystkie dzieci mają tyle zabawek co ono i zaproponuj mu, by podzieliło się nimi ze swoimi rówieśnikami. Ucz je pomagania innym i dzielenia się tym, co ma.

Częste kupowanie prezentów sprawia, że dziecko nie docenia ich wartości. Jeżeli widzisz, że Twojemu dziecku trudno oprzeć się pokusie i wodzi oczyma za coraz to nowszymi modelami zabawek, rób zakupy bez niego. Wiedz jednak, że nie możesz zawsze załatwiać sprawy wymuszania nie biorąc dziecka do sklepu, czyli unikając problemu. Prędzej czy później, będziesz musiała się nauczyć komunikować mu to we właściwy sposób. Jeśli musisz pójść do sklepu z dzieckiem, wytłumacz mu, że masz czas i pieniądze, by zrobić określone zakupy, np. tylko chleb i mleko. Wprowadzaj dziecko w świat dorosłych, a nie izoluj je od niego. Jeśli oszczędzasz na jedzeniu, aby kupić dziecku kolejną zabawkę, to wiedz, że robisz krzywdę sobie i dziecku. Uczysz je egoizmu, egocentryzmu i sama stymulujesz proces wymuszania. Rozważ więc, czy w imię miłości lepiej przygotować dziecko do życia w świecie iluzji, czy świecie realnym, który przecież prędzej czy później pozna samo.

Zadaj sobie to pytanie, które mnie towarzyszyło bardzo często, kiedy miałam zrobić coś, co mogło spotkać się z niechęcią ze strony mojego syna. Dotyczyło to zwykle uczenia jakichś obowiązków lub ich egzekwowania, respektowania umów, czy innych zobowiązań wcześniej ustalonych. Nie zawsze było to miłe dla syna, że ma na przykład sprzątać ze stołu czy myć naczynia po sobie. Jednak przyświecał mi pewien cel, który formułowałam jako pytanie. To pytanie brzmiało zawsze tak samo: Kiedy mnie zabraknie i nie będę mogła mu pomóc, to czy wtedy będzie umiał sobie sam poradzić, jeśli teraz zrobię to za niego? Zawsze chciałam, żeby był „wyposażony” we wszystkie umiejętności potrzebne mu do dorosłego życia. Dzięki temu dzisiaj potrafi gotować, sprzątać, organizować sobie czas pracy i trenować umiejętności potrzebne mu do życia. Jestem matką spokojną, że mój syn poradzi sobie w życiu, kiedy mnie zabraknie. To daje duży  komfort, wierzcie mi, kochani rodzice. To patrzenie w przyszłość dziecka, a nie tylko na „tu i teraz”.

czwartek, 22 listopada 2012

Nagradzanie

Żeby nagrody były skuteczne, trzeba pamiętać o pewnych zasadach:
  1. Należy je dobierać indywidualnie do dziecka z uwzględnieniem jego płci, wieku, zainteresowań i potrzeb.
  2. Powinna być bezpośrednio związana z zachowaniem. Należy pamiętać o tym, by wziąć pod uwagę rzeczywisty wysiłek dziecka włożony w wykonanie jakiejś czynności, a nie ostateczny skutek. Na przykład dziecko, które słabo się uczy i włożyło wiele wysiłku, by dostać choćby trójkę. Takie  dziecko zasługuje na nagrodę, mimo że ostateczny rezultat nie jest jeszcze satysfakcjonujący. Jest jednak właściwym krokiem do poprawy stopni.
  3. Ważna jest jednomyślność obydwojga rodziców przy nagradzaniu.
  4. Należy stopniować nagrody w zależności od stopnia osiągnięć (małe osiągnięcie, mały wysiłek  – mała nagroda, duże osiągnięcie – duża nagroda).
  5. Powinny być różnorodne i niezbyt częste, aby nie uzyskać efektu „przedawkowania” i uczenia dziecka manipulacji (na przykład uczenia się dla korzyści materialnych)
Nagradzając należy motywować dziecko do działania adekwatnego do jego możliwości, a nie za wszelką cenę, dla rodziców. Ryzykowne jest więc nagradzanie dziecka za osiągnięcia szkolne dla samej nagrody, a nie wynikające z potrzeby poznawczej.

Zbyt częste nagradzanie, bez zrządzania nimi jako wzmocnieniami, może przyczynić się do tego, że dziecko stanie się egoistyczne, samolubne, będzie domagać się wyróżnienia i uznania przy wykonywaniu najprostszych rzeczy (uzależnienie od nagrody).

Szczególnie niebezpieczne jest nagradzanie pieniędzmi i innymi rzeczami materialnymi. Należy pamiętać o tym, że obiecana nagroda musi zostać udzielona. Zapomniana nagroda to rozczarowanie dla  dziecka; powoduje utratę zaufania do rodzica oraz podważa wiarę dziecka w uczciwość rodzica.

Nagradzanie jest zdecydowanie skuteczniejsze niż karanie, które może mieć wiele skutków ubocznych, z których należy zdawać sobie sprawę. Są jednak sytuacje, w których kara może być jedyną skuteczną metodą. Niebezpieczne zachowania dziecka, takie na przykład jak agresja fizyczna wobec innych, słabszych dzieci, wbieganie na jezdnię, dotykanie przewodów elektrycznych… wiążą się ze zbyt dużym ryzykiem, aby pozostawić je bez konsekwencji. Jednak karanie, jak to wielokrotnie podkreślałam, należy traktować jako ostateczność.

Trzeba też pamiętać, że system kar i nagród to tylko jeden z elementów systemu wychowawczego, niekoniecznie najważniejszy. Dzieci uczą się przede wszystkim poprzez modelowanie. Przejmują pewne schematy funkcjonowania w domu; np. takie jak: kto w domu zarządza finansami, kto wymierza kary, podejmuje decyzje…, a także jakie są relacje w domu, jak okazywane są emocje, wyrażane uczucia.

Dziecko staje się wyznawcą rodzinnych wartości i modelu funkcjonowania rodziny. Najważniejsze jest więc dawanie właściwego przykładu do naśladowania ze strony rodziców i innych ważnych dla rodziny osób.

Inspiracją do tego wpisu był artykuł Joanny Gajdy.

środa, 7 listopada 2012

Nagradzać? Tak, ale właściwie!

Z badań wynika, że najczęstszym powodem do nagradzania dzieci przez rodziców są dobre wyniki w nauce szkolnej, pomoc w domu i posłuszeństwo, a karania - złe wyniki w nauce… Jest to dyskusyjne, co powinno być przedmiotem nagradzania i karania.

Ja nie nagradzałam syna w jakiś szczególny sposób za wyniki w nauce, tylko motywowałam go zdobywania wiedzy pokazując perspektywę rozwoju. Nagrodą była wyłącznie pochwała, uznanie, jeśli pokonał jakąś trudność, np. zdał trudny egzamin albo napisał klasówkę, która wymagała specjalnego zaangażowania, bo nie był to jego mocny obszar. Z tego wynika, że nagradzałam za osiągnięcie, a nie za fakt nauki. Nagradzanie może być ważne na początku edukacji dziecka, aby wypracować w nim ciekawość świata, poznać jego talenty. Ale im starsze dziecko tym jego świadomość potrzeby uczenia się powinna rosnąć. Powinno coraz lepiej rozumieć rolę edukacji dla jego dalszej kariery. Uważam, że nauka jest inwestycją w siebie i obowiązkiem dziecka, a nie tylko przywilejem, więc nie ma powodu do nagród. Można docenić całoroczny wysiłek dziecka, jego konsekwencję, systematyczności lub pokonanie trudnego do przekroczenia progu. Wtedy nagroda jest całkowicie uzasadniona i to nagroda, o której dziecko marzy. Natomiast ciągłe nagradzania dewaluuje się i może wywołać efekt uczenia się dla nagrody.

Często też zastanawiałam się nad karaniem za złe wyniki. Jeśli dziecko źle się uczy, to znaczy, że nie rozumie wartości wiedzy dla swego przyszłego życia, albo jest mniej zdolne w jakimś przedmiocie, czyli nie ma motywacji do pokonania tej trudności, zrozumienia czegoś… albo jest jakiś problem w rodzinie. Może być też tak, że sami rodzice nie rozumieją wartości wiedzy, więc mogą przekonać dziecko wyłącznie karą.

Pomoc w domu czy posłuszeństwo dzieci wobec rodziców, też nie wymaga nagradzania. To współpraca w rodzinie, wyraz zrozumienia, dlaczego warto umyć naczynia czy posprzątać pokój, dlaczego to jest potrzebne. Ja zostawiałam pokój syna w spokoju mówiąc, że to jego terytorium. Czasem mnie irytowało, że nie sprząta tak często, jak bym chciała, ale musiałam być konsekwentna, skoro miał sam wypracować w sobie potrzebę porządku.

Przykład
Jedna z moich klientek mówiła, że płaci dziecku za dobre stopnie. Mówiła, że to wyzwala w dziecku chęć do nauki i uczy zbierania pieniędzy. Ja konsekwentnie zadawałam jej pytanie, czy zwiększa kwoty w każdej wyższej klasie, bo rosną potrzeby dziecka i co się stanie, kiedy w końcu zabraknie jej pieniędzy. Dziecko przestanie się uczyć? Twierdziła, że nie przestanie. To pytałam: jeśli za „szóstki” dostaje 10 zł, to ile dostanie za średnią powyżej 5 na koniec roku, a potem za zdanie matury i dostanie się na studia.? Pytałam, za co jeszcze mu płaci. Powiedziała, że za sprzątanie, za dotrzymanie słowa, za umycie samochodu ojcu, prawie za wszystko co robi w domu. Pytałam wtedy, na co te uskładane pieniądze wydaje. Na kolegów - powiedziała moja klientka. Aha, Pani „kupuje” syna, a on „kupuje” kolegów. Kupuje ich przyjaźń, swoją atrakcyjność w grupie, swoje poczucie wartości. Jak Pani myśli – zapytałam, czy koledzy będą równie chętnie z nim przebywać, kiedy mu zabraknie kasy, bo nie zda klasówki i nie zarobi? Nie chciała się nad tym zastanawiać, ale po chwili powiedziała: Pożyczę mu… Zapytacie pewnie, z jakim problemem przyszła do mnie ta klientka. Otóż syn ją lekceważył i obrażał, kiedy nie mogła mu dać pieniędzy. Ostatnio doszło już do rękoczynów. Nie chciał iść do pracy, tylko żądał od mamy pieniędzy na utrzymanie. Mąż się z nią rozwiódł, bo rozpuszczała syna, który za wszystko chciał kasę i potrafiła mu oddać wszystko, co zarobiła.. Jak nie dostał pieniędzy, nie chciał nic robić. 

Och, te nagrody! Może łatwiej jest karać!? ;-)


środa, 24 października 2012

Pozwól dziecku być dzieckiem

W wychowaniu stosujemy zarówno nagrody, jak i kary, a każdą decyzję w tej sprawie trzeba dostosować do indywidualnych cech dziecka, do sytuacji, do celu, który chcemy osiągnąć. Kary i nagrody w rękach rodziców są narzędziem wpływu. Rodzice pragną, aby dziecko osiągnęło w życiu te wartości, które sami uważają za ważne. Dzieci mają spełnić oczekiwania rodziców, przejść przez życie pełne sukcesów. Niektórzy rodzice bardzo wcześnie planują przyszłość swoich dzieci (pracę zawodową, sukcesy, warunki życia). Pragną, by dzieci były mądre, wybitnie uzdolnione, pracowite, grzeczne, odpowiedzialne, zrównoważone, obdarzony urokiem osobistym, ambitne... Chcą wychować jednostkę silną, odporną na wszelkie trudności. Często wymagają od dziecka więcej niż jest ono w stanie osiągnąć. Odbierają mu możliwość radosnego przeżywania dzieciństwa. Jeśli dziecko nie realizuje oczekiwań rodziców, rodzi się u niego poczucie winy. Miłość do rodziców karze mu zaspokajać potrzeby rodziców. W rezultacie jego motywacja jest ściśle związana z marzeniami rodziców, a nie jego samego. Skutkiem może być na przykład to, że dziecko uczy się dla rodziców i im przynosi „szóstki”.

Dziecko powinno mieć prawo do bycia tym, kim jest, bycia dzieckiem. Warto, aby rodzice dawali mu prawo do samorealizacji, prawo do swego dziecięcego świata, z którego musi stopniowo, zgodnie ze swoimi możliwościami wyrastać. Wtedy w zgodzie ze swoim potencjałem dojrzewa do coraz większych wyzwań. Z wiarą we własne siły pokonuje coraz trudniejsze zadania i rozwija się zwiększając szansę na własny sukces. Wzrasta w nim potrzeba uznania i osiągania celu. Jest motywowane „do osiągnięć”. W tej fazie potrzebne są pozytywne wzmocnienia nawet najmniejszych rezultatów, ale zgodne z rzeczywistymi osiągnięciami. Nagroda pogłębia więzi uczuciowe dziecka z osobą nagradzającą, daje mu poczucie bezpieczeństwa. Dziecko nabiera przekonania, że jest kochane, doceniane i zdolne do sukcesów.

Przykład: Pamiętam jak grałam z moim synem w warcaby i na początku strasznie się złościł, że ja wygrywam. Tłumaczyłam mu, że gram w warcaby od wielu lat, więc nauczyłam się grać lepiej od niego. Poza tym mam go uczyć, więc nauczyciel zawsze jest lepszy od ucznia. Mówiłam mu, że przyjdzie taki moment, kiedy mnie pokona i ja będę się uczyła od niego, jeśli teraz będzie pilnym uczniem. W przyszłości to on będzie moim nauczycielem. Jednocześnie bardzo uważnie nagradzałam każdy jego „dobry” ruch pochwałą. Kiedy przegrywał, analizowaliśmy jego grę, żeby znaleźć błędy, które doprowadziły do przegranej. Motywowało go to do kolejnej gry, aby naprawić błąd. Czasem, kiedy chciałam utrwalić jakiś jego właściwy nawyk, popełniałam błąd, aby dać mu szansę przewagi. Robiłam to bardzo rzadko, aby być wiarygodną i aby nie zabierać mu szansy uczenia się i dążenie do celu. W miarą jak doroślał, podnosiłam poprzeczkę, później były to szachy. Kiedy w końcu ze mną naprawdę wygrał, był bardzo dumny z siebie, a ja już rzeczywiście nie miałam wiele do powiedzenia. Uznałam, że już go niczego nie nauczę. To był jego sukces, wygrał, bo potrafił wygrać i zmierzyć się z autorytetem. Dzisiaj potrafi dążyć konsekwentnie do celu. Tego jestem pewna.

Stosowanie ciągłych kar i wykazywanie niezadowolenia rodziców ze wszystkiego, co dziecko robi, zniechęca je do wysiłku, paradoksalnie stymulując do porażki. Ostra nagana nastawia negatywnie do wykonywanych czynności, pogłębia niechęć do osiągania celu, który, z czasem, jawi się jako niemożliwy. To demotywuje dziecko do podejmowania prób i stymuluje do racjonalizacji (np. zmniejszenia wartość celu, jakim może być uczenie się). Natomiast nagradzając nawet niewielkie postępy dziecka zachęca się je do kolejnych prób i pokonywania trudności, a więc stymuluje do dalszych postępów i pokonywania własnych barier.

Biorąc to wszystko pod uwagę stwierdzam, że system wychowania rodzinnego jest ściśle uzależniony od więzi uczuciowej. Natomiast warunkiem skutecznego nagradzania jest dobra znajomość dziecka oraz więź oparta na autorytecie, a nie na sile czy władzy dorosłego. Jadwiga Jundziłł twierdzi, że: Dziecko rozsądnie nagradzane potrzebuje własnych sił. Wartość nagrody dostarcza nagrodzonemu pożytecznych przeżyć uczuciowych, które korzystnie wpływają na osobowość – J.  Jundziłł: Nagrody i kary w wychowaniu. 

piątek, 19 października 2012

Kary i nagrody (5)

Ciekawe badania na temat wzmacniania prowadziła K. Skarżyńska. Według niej wychowawca i wychowanek pozostają ze sobą w pewnych stosunkach, które możemy nazwać interakcją wychowawczą. W toku takiej interakcji bardzo rzadko mamy do czynienia wyłącznie z karaniem, zwykle stosuje się zarówno nagrody i kary z tym, że mają one różną siłę. I tak K. Skarżyńska posługiwała się czterema układami nagród i kar:

• silne nagrody i słabe kary,
• silne nagrody i silne kary,
• słabe nagrody i silne kary,
• słabe nagrody i słabe kary.

Z badań Skarżyńskiej wynika, że:

  • jeżeli bierzemy pod uwagę bezpośrednie zmiany w zachowaniu, a szczególnie liczbę zmian, to: stosowanie silnych kar i słabych nagród jest tak samo skuteczne jak stosowanie silnych nagród i silnych kar, natomiast jest bardziej skuteczne niż stosowanie silnych nagród i słabych kar i słabych nagród i słabych kar,
  • jeżeli natomiast uwzględniamy wielkość zmian bezpośrednich (można mówić o jakości zmian), to okazuje się, że największe zmiany pod wpływem karania i nagradzania zaszły w grupie badanych, gdzie stosowano silne nagrody i słabe kary,
  • jeżeli natomiast interesujemy się trwałymi zmianami, a więc utrzymującymi się po dwóch tygodniach, to okazało się, że najbardziej efektywne były silne nagrody i słabe kary, zarówno bowiem liczba zmian, jak i ich wielkość były w tej grupie największe, w przeciwieństwie do grupy, w które posługiwano się silnymi karami i słabymi nagrodami.

Co z tego wynika? Otóż kary, a szczególnie silne kary, wydają się wywierać skutek bezpośredni i krótkotrwały, natomiast silne nagrody skutek inny jakościowo i bardziej trwały.

Skarżyńska proponuje spojrzeć na to jeszcze trochę innym okiem, od strony rodzica, który w wychowaniu niekiedy ma duże dylematy, co zrobić, jaką zastosować metodę, aby odniosło to pożądany skutek.

Nagroda, o czym już pisałam, odczuwana jest przez dziecko jako przyjemność, przynosi zadowolenie, wyraża uznanie rodziców za określone zachowanie czy osiągnięcia. Nagroda jest o wiele skuteczniejsza niż kara, gdyż podtrzymuje i utrwala pozytywne cechy i zachowania dziecka, zachęca je do właściwego postępowania. Dziecko nagradzane nabiera wiary w siebie, zaufania do własnych możliwości, upewnia się w przekonaniu, że spełnia oczekiwania rodziców, że jest kochane i akceptowane. Mówiąc o nagradzaniu mamy na myśli nie tylko różne prezenty, tzw. nagrody rzeczowe w postaci zabawki, słodyczy, książki, ubrania, ale także pochwałę, pieszczotę, wyrażenie aprobaty. Nagrodą może być wspólna wycieczka, wspólna zabawa, spacer, zaproszenie kolegów do domu, wyrażenie swojej radości i miłości. Na przykład: Cieszę się, że mam takiego pracowitego syna. Zrobiłeś mi tym wielką przyjemność.

Teraz trochę badań i teorii, aby uwiarygodnić formułowane tezy i sprowokować Was do własnych przemyśleń. Jak twierdzi Skarżyńska:

  • Nagrody w postaci prezentów powinny wiązać się ze szczególnymi okazjami lub osiągnięciami, np. na zakończenie roku szkolnego, nowy rok, imieniny czy urodziny, czasami też z powodu pokonania przez dziecko wyjątkowych trudności w czytaniu, ortografii, matematyce, czy innej trudnej do przekroczenia bariery. Z obserwacji wynika, że dzieci dostają za dużo prezentów, a odczuwają niedosyt nagród w innej postaci, np. pieszczot, wspólnej zabawy, pochwały, akceptacji rodziców, wyrażenia radości z ich osiągnięć. Nagrodę możemy wcześniej zapowiedzieć, aby dziecko dążyło do jej zdobycia, zwłaszcza gdy ma do pokonania trudności. Na przykład: Jeżeli nauczysz się dobrze czytać w tym roku, to... Możesz liczyć na nową zabawkę, pod warunkiem że...
  • Oczekiwana nagroda niektóre dzieci mobilizuje do wysiłku, do wytrwałości, dokładności, wzmacnia więc pracowitość, podtrzymuje aktywność. Nadmierna ilość nagród uzyskiwanych bez odpowiedniego uzasadnienia demoralizuje i demobilizuje. Dziecku nie zależy już na nowej zabawce, a mama wciąż obiecuje, wciąż przynosi nową lalkę itd. Wartość nagrody maleje, skuteczność nagradzania także.


  • Kara jest odczuwana jako przykrość, niespełnienie oczekiwań, wstyd, upokorzenie, odrzucenie przez rodziców. Trzeba ja dostosowywać do wieku i rozwoju dziecka , a także do rodzaju przewinienia. Dziecko 3-letnie, które nie rozumie, dlaczego nie należy włączać urządzeń elektrycznych, wyjmować szklanych rzeczy z kredensu, niszczyć czegoś itp., można ukarać zwykłym klapsem ze słownym uzupełnieniem, że tego robić nie wolno. W stosunku do dziecka w wieku szkolnym nie stosujemy kar fizycznych, a zawstydzamy je, strofujemy zawsze z uzasadnieniem, motywacją i perswazją.


  • Formy karania mogą być różne, np. wyrażanie dezaprobaty, wymówki, okazanie chłodu uczuciowego, odmówienie dziecku czegoś, do czego było przyzwyczajone, np. wspólnej zabawy, wyrażenie swego zmartwienia, pokazanie przykrości. Kara może przeciwdziałać złym zachowaniom, zniechęcić do złego, ale nie utrwala, nie podtrzymuje postępowania dobrego. Często stosowana, niesprawiedliwa lub zbyt ostra może wywoływać niezamierzone skutki, np. niechęć do karzącego.


  • Błędem jest stosowanie surowych kar za przewinienia błahe, które były popełniane z niewiedzy, przez nieuwagę. Nie można karać za to, że dziecko nie może się czegoś nauczyć, chociaż ciężko nad tym pracuje, bardzo się stara, ale brak mu zdolności lub siły dla zwiększenia rezultatów swej pracy. Gdy dziecko spodziewa się kary za otrzymaną dwójkę, za rozbity wazonik, wówczas stara się ukryć przewinienie lub zaczyna kłamać. Lęk dziecka, brak poczucia bezpieczeństwa nie sprzyjają dobrej atmosferze w domu i efektom wychowawczym. Kara, nawet mała, może skutkować, gdy dziecko będzie przekonane, że jest ona sprawiedliwa i gdy osoba karząca ma autorytet.

  • Podsumowując swoją pracę, Skarzyńska oświadcza: …trzeba być wyjątkowo oszczędny w karaniu. Nierozsądnie czyni wychowawca, który z lenistwa sięga po karę, gdy mógłby zbliżony efekt osiągnąć innymi metodami. Bezpośredni cel osiągnie on, być może, łatwiej niż inni, w ostatecznym rachunku może się jednak okazać, że swym postępowaniem wyrządził wychowankowi więcej szkody niż pożytku.

    Przytoczone cytaty potwierdzają, że kary są skuteczne, ale bezpośrednio i na krótko, a co dalej? Wychowywać to nie oznacza wpływać na dziecko doraźnie, to proces długotrwały, którego efekty mają być widoczne po latach, a nawet przez całe życie. Jeśli więc decydujemy się na karę, znając konsekwencje takiego działania, to należy karać z rozsądkiem.

    środa, 10 października 2012

    Kary i nagrody w wychowaniu (4)

    Jeśli chodzi o długość stosowania nagrody, warto pamiętać o jej adekwatności do zachowania, które chcemy nagrodzić. Zbyt długa, traci swoją wartość i atrakcyjność oraz przestaje motywować. Dlatego lepsza jest nagroda oddziałująca silniej emocjonalnie na dziecko, np. wyjazd na fajną wycieczkę niż codzienne oglądanie bajek w telewizji, które z czasem się znudzą.

    Pozytywny efekt stosowania nagród jest bezsporny dla rozwoju dziecka i stabilizacji jego osobowości. Nagroda wzmacnia wiarę młodego człowieka we własne siły i wyzwala u niego potrzebę uznania i sukcesu. To bardzo pozytywny dla rozwoju dziecka aspekt decydujący często o jego przyszłej karierze zawodowej, radzeniu sobie z sukcesem i porażką w zawodowym życiu, właściwej postawie rodzicielskiej wobec własnych dzieci. Dlatego przytoczę przykład pracy ze swoją klientką, która uczyła się zamieniać kary na nagrody w wychowaniu swojej ośmioletniej córki Agi.

    Przykład:
    W pierwszym kroku przekonałam moją klientkę o tym, że nagrody są skuteczniejszym narzędziem wychowania od kar. Klientka do tej pory komunikowała się z córką głównie  poprzez kary, tzn.  straszyła ją konsekwencjami. Jej problemem, jako matki, była trudność w egzekwowaniu obowiązków od swojej córki Agi. Chodziło o dokładne mycie zębów i rąk, odrabianie lekcji w ustalonym przez mamę czasie, porządkowanie zabawek po zabawie. Do tej pory mama, aby zmusić córkę do wykonywania obowiązków, nieustannie ją pouczała. Mówiła: jesteś niegrzeczna, nie słuchasz mamy, nie potrafisz wykonać prostej czynności…, i groziła jej karami: pójdziesz do kąta, zabiorę Ci komputer, nie będziesz przez tydzień oglądać TV, nie będziesz grała w gry komputerowe z Kasią, nie pojedziemy do Zosi, abyś mogła się z nią pobawić na placu zabaw… Był to restrykcyjny sposób wychowania oparty wyłącznie na negatywnych wzmocnieniach, czyli karach. Moja klientka skarżyła się, że sobie nie radzi, bo musi wymyślać ciągle nowe kary, gdyż stare już nie działają, a o wykonanie jakiejś czynności trzeba wielokrotnie prosić córkę. Zwykle kończy się to awanturą, dziecko płacze, a ich relacje są bardzo złe. Aga była smutna, coraz bardziej agresywna i ostatecznie wykonywała polecenia z płaczem. Nie uczyła się natomiast motywować do zrobienia czegoś, o co prosiła mama, widząc korzyści z tego, że to zrobi.

    Zaproponowałam zmianę koncepcji wychowania. Wytłumaczyłam mechanizm kar i nagród oraz szkodliwość tego, że dziecko ucieka przed karą, zamiast wdrażać pozytywne zachowania, takie na przykład jak dokładne mycie zębów czy sprzątanie zabawek. Umówiłyśmy się więc, że mama obieca córce, że pojadą do sklepu, aby kupić wszystkie niezbędne dekoracje i wspólnie udekorować pokoju Agi na jej imprezę urodzinową. Warunkiem zakupu dekoracji i wspólnego dekorowania było dokładne sprzątanie zabawek po zabawie oraz zabieranie się do lekcji zaraz po powrocie z basenu, aby nie zostawiać tego do wieczora, kiedy córka jest już zmęczona. Kiedy więc Aga zaczynała ociągać się z odrobieniem lekcji, mama pytała tylko, czy chce, aby wspólnie udekorowały pokój na urodziny, bo jeśli tak to jutro po szkole mogą kupić już część rzeczy. Wtedy przypominała o ustaleniu reguł gry. Kiedy deklarowała gotowość zakupu dekoracji, wtedy rozmowa schodziła na to, co mogłyby kupić i Aga ochoczo, zmotywowana, zasiadała do lekcji. Trwało to około tygodnia. Do dnia imprezy urodzinowej Aga wdrożyła się do odrabiania lekcji po basenie. Impreza świetnie się udała, a pokój bardzo podobał się jej koleżankom (co było dodatkowym, silnym pozytywnym wzmocnieniem). To pośrednio motywowało Agę, aby utrzymywać porządek w tak ładnym pokoju. Mam pytała: Agusiu, czy może być taki bałagan w tak ładnym pokoju? Szkoda, żeby były porozrzucane zabawki, bo nie widać pięknego drzewa na ścianie. Wszyscy patrzą na bałagan. To było motywatorem, który działał lepiej niż ciągłe restrykcje. Pozostało wdrożyć córkę do regularnego sprzątania zabawek. Szukałyśmy pomysłów na pokazywanie korzyści. Część dekoracji w pokoju trzeba było zdjąć, ale pewne elementy pozostały, np. duże drzewa i kwiaty namalowane na ścianie, którą pokryły zmywalną farbą. Zasłonki były fikuśnie podwiązane, a w rogu pokoju stał specjalny namiot w którym był materac do siedzenia i niska półka z książkami. Mama umówiła się więc z Agą, że zabawki mogą być tylko na tym materacu i kiedy zasłonią płachty namiotu bałaganu nie było widać. W namiocie było więc wygodne miejsce, gdzie można było się bawić bez konieczności codziennego układania zabawek na półkach, ale trzeba było przenieść zabawki do namiotu i zasłonić namiot. Wtedy pokój nabierał innego wyglądu akceptowanego przez mamę i tatę. Ośmioletniej córce bardzo podobał się ten pomysł. Była zadowolona, że nie będzie musiała codziennie układać zabawek, będzie miała miejsce do swobodnej zabawy, a pokój będzie wyglądał ładnie. Pilnowała, aby zgromadzić zabawki na materacu i zasłaniać namiot.

    Jeśli chodzi o mycie zębów mama zaczęła sprawdzać, czy na jej córkę bardziej działają argumenty, że jak będzie dokładnie myć zęby, to nie będzie musiała chodzić do dentysty. Czy też skuteczniejsze będzie uniknie bolesnego borowania, aby załatać dziury, które się zrobią w wyniku braku dokładnego mycia. W sumie lepiej działało unikanie bólu i świadomość, że jak pójdzie na przegląd do dentysty pokaże mu piękne zdrowe zęby.
    Moja klientka zauważyła też, że mniej się kłóci z córką i łatwiej jej jest się z nią dogadać. Również Aga wydawała się być radośniejsza.

    Kara pozornie wydaje skuteczniejsza się od nagrody, gdyż przynosi skutek natychmiastowy. Dziecko ukarane przestaje się źle zachowywać, zaczyna płakać, przepraszać, obiecywać poprawę. Kara nie stanowi jednak czynnika utrwalającego dobre przyzwyczajenia i właściwe nawyki. Raczej utrwala przykry stan, którego dziecko chce unikać, ale nie kreuje nawyków właściwych. Dziecko dostaje informację, czego nie robić, a nie co ma robić, choć przerywa niekonstruktywne działanie. Dlatego system wzmocnień i każdą decyzję w tej sprawie trzeba dostosować do indywidualnych cech dziecka, do sytuacji, do celu, który chcemy osiągnąć, i cech osobowych dziecka.
    Kary trzeba dostosowywać do wieku i indywidualnej wrażliwości naszego dziecka. Bardzo wrażliwemu dziecku wystarczy upomnienie, widok zmartwionej matki, ostrzejsze zwrócenie uwagi, rozmowa i wytłumaczenie, na czym polega niewłaściwość postępowania. Dziecko mniej wrażliwe wymaga surowszych reakcji z naszej strony. Stąd kara jeszcze bardziej niż nagroda musi być dopasowana do wrażliwości dziecka i wynikać z naszej znajomości reagowania dziecka. Tu rola rodzica jest bardzo ważna. Należy bowiem przewidywać jej skuteczność. Nie ma sensu stosować kary tylko dlatego, że dziecko postąpiło w sposób niewłaściwy. Kara musi służyć konkretnemu celowi. Aby dziecko uczyło się właściwego postępowania, powinno rozumieć intencję i celowość jej stosowania.

    Moim zdaniem, warto stosować karę dopiero wtedy, gdy jako rodzic, wyczerpiemy wszystkie inne sposoby osiągania celu. Gdy nie pomaga perswazja, upomnienia, „zawstydzanie”, prośby i polecenia. Jeżeli pomimo kilkakrotnego upominania, wykazywania niewłaściwości postępowania, przypominania nie widzimy skutków naszych działań. Może też być konieczna kiedy dziecku grozi niebezpieczeństwo, bo wtedy chcemy, aby unikało określonych zachowań. W takich sytuacjach najpierw karę zapowiedzmy jako konsekwencję jego niewłaściwego działania. Warto, aby dziecko wiedziało, że jest to kolejna, mocniejsza forma wpływu na jego zachowanie wobec nieskuteczności innych. Dziecko powinno rozumieć tę eskalację naszych żądań i rozumieć, że kara jest konsekwencją nieskuteczności poprzednich metod. Jeśli więc w dalszym ciągu nie mamy rezultatu, pozostaje zapowiedziane ukaranie dziecka.

    Przykład:
    Brzmi to mniej więcej tak: Kilkakrotnie rozmawialiśmy o wyrzucaniu śmieci. Wiesz, że każdy z nas ma swoje obowiązki i dzięki temu jedno z nas nie musi robić wszystkiego (tu jest sformułowana korzyść ze współpracy dla dziecka również), dzielimy się obowiązkami. Wynoszenie śmieci należy do twoich obowiązków. Ponieważ nie stosujesz się do ustalonych reguł, będę zmuszona Cię ukarać. Nie będziesz mógł grać w swoje ulubione gry, dopóki nie zaczniesz wyrzucać śmieci. Masz 2 godz. na decyzję. Liczę na to, że rozumiesz potrzebę utrzymania porządku w domu… Jeśli nie odpowiada Ci ten rodzaj współpracy (chodzi o wyrzucanie śmieci), możesz ustalić ze mną lub z tatą, co chcesz robić zamiast tego.

    To rozmowa z dzieckiem w wieku co najmniej 7 lat, kiedy podział obowiązków w domu jest naturalną konsekwencją życia w rodzinie. Jednak pamiętajmy, że kara to ostateczność. Pozostaje nam ukaranie dziecka, jeśli inne formy perswazji zawiodą. Karzemy stosownie do wieku, okoliczności i rodzaju przewinienia. Inaczej dziecko czuje się bezkarne, będzie utrwalało złe zachowanie, lekceważyło polecenia dorosłych i swoje obowiązki. Trzeba też pamiętać, że wielokrotne proszenie o na przykład wyniesienie śmieci mija się z celem. Wystarczy dwa, góra trzy razy, aby zapowiedzieć sankcję. W przeciwnym razie dziecko zacznie lekceważyć nasze prośby i będziemy prosić miesiącami. Najmniej wychowawcze jest tu wykonanie pracy za dziecko z powodu braku naszej wytrwałości i konsekwencji w egzekwowaniu zadania. Wtedy na pewno nie zacznie wdrażać się w obowiązki domowe. Nauczy się wyłącznie tego, że jeśli wystarczająco długo nie będzie reagowało na polecenie czy prośbę, rodzic wykona prace za nie. Zapewniam Was, że konsekwencja dziecka w testowaniu wytrwałości rodzica jest zadziwiająca. Taka postawa rodzica świadczy o nieskuteczności naszego wychowania i lekceważącej postawie dziecka wobec rodzica. To zaburzona relacji z dzieckiem. Dlatego ważna jest elastyczność i kreatywność rodziców w stosowaniu tych wzmocnień oraz ogromna konsekwencja. Wsparciem może tu być myślenie, że wykonując czynności za dziecko działamy na jego szkodę. Po pierwsze nie uczy się danej czynności, nie wdraża się w obowiązki, a poza tym zaczyna uczyć się manipulacji oraz racjonalizacji (jak nie wyrzucę mama wyrzuci za mnie i mam spokój… przecież odrabiam lekcje, nie mam czasu, a mama czyta gazetę…).

    Właściwie sformułowana kara polega na motywowaniu dziecka, pokazywaniu mu korzyści z posiadania danej umiejętności lub unikaniu określonych zachowań ze względu na ich szkodliwość lub bezpieczeństwo dziecka. Jeśli dziecko działa bez zrozumienia istoty swego postępowania In plus lub In minus, nie rozumie restrykcyjnych wymagań, które ma spełnić, albo czuje się wykorzystywane, będzie się buntować.

    Przykład:
    Można to sformułować na przykład tak: Nie zgadzam się, jako rodzic, na używanie przez Ciebie narkotyków w żadnej formie. To szkodliwe dla Twojego zdrowia i może zagrażać Twojemu życiu. Każdą formę złamania tego zakazu będę karać surowo izolacją od osób, które mogą być związane z narkotykami oraz dodatkowo możliwością korzystania z komputera. Wiem, że jest to bardzo surowa kara, ale zależy mi na Twoim zdrowiu i bezpieczeństwie. Czy rozumiesz dlaczego tego od Ciebie oczekuję?

    Wybierając rodzaj kary należy unikać kar odbieranych przez dziecko jako niesprawiedliwe lub niezrozumiałe, a także kar, które mogą dziecku zaszkodzić. Jako psycholog i matka nie akceptuję kary do jakiej odwołują się rodzice kiedy nie mają innych argumentów, sposobu poradzenia sobie z dzieckiem w określonej sytuacji. To jest agresja słowna i fizyczna, czyli bicie, okazywanie przemocy, bez odwoływania się do wrażliwości i przeżyć dziecka. Częściej więc należy stosować odmówienie dziecku przyjemności (np. odwołanie niedzielnego pójścia z nim do kina, zrezygnowanie ze wspólnej zabawy, odkupienie zniszczonej rzeczy z zaoszczędzonych w skarbonce pieniędzy), niż bicie, które jest jednoznaczne z okazaniem przez rodzica bezradności.

    Karanie jest bardziej złożonym mechanizmem psychologicznym niż nagroda. Ma na celu wyeliminowanie pewnych zachowań czy czynności i doprowadzenie do spadku intensywności tych zachowań. Paradoksalnie, ma intencję pozytywną polegającą na zastosowaniu czynnika każącego budzącego strach i lęk (ma uchronić dziecko przed czymś) oraz negatywną, polegającą na wycofaniu nagrody, co powoduje zawód, żal, a także gniew. Siła kary powinna być, w związku z tym, w dużym stopniu zindywidualizowana. To, co przez jedno dziecko jest odbierane jako kara dotkliwa, dla drugiego może nie mieć najmniejszego znaczenia. Zbyt słaba kara może nie wywierać pożądanego wpływu na zachowanie, z kolei kara zbyt mocna prowadzić może do powstania lęku, związanego z całą sytuacją karania, a więc także i osobą każącą oraz czynnością, której dotyczy.

    W związku z tym, że kara jest informacją dla dziecka, czego ma nie robić, a nie co ma robić, jej wartość wtedy ma skutek wychowawczy, jeśli jest omówiona z dzieckiem. Kiedy dziecko rozumie jej intencje. Warto więc, aby dziecko uczestniczyło w tym procesie aktywnie i na przykład samo zaproponowało sposób postępowania w podobne sytuacji w przyszłości. Wspólnie z rodzicem szukało rozwiązania i aktywnie działało na rzecz zmiany.

    czwartek, 4 października 2012

    Kary i nagrody w wychowaniu (3)

    W literaturze nie ma jednolitego poglądu na temat skuteczności kar i nagród. Koncepcja zaprzecza koncepcji, choć sprawie tej poświęcono wiele badań. Większość autorów opowiada się za stosowaniem w nauczaniu i wychowaniu zarówno kar, jak i nagród. Jako mniej skuteczne uważa się stosowanie wyłącznie nagród, a jeszcze mniej – tylko kar.

    Są i takie koncepcje, których autorzy opowiadają się za wyeliminowaniem w ogóle kar i nagród, czyli jakichkolwiek wzmocnień, z życia dziecka. Zakładają bowiem, że nagroda jest sugestią dla dziecka i pewną manipulacją rodziców kierującą jego uwagę w stronę tego, co ma robić, a kara wyzwala negatywne emocje nie dając dziecku wyboru, co robić, jak uczyć się na bazie własnych doświadczeń, bez „manipulacji” rodziców. Kara w tym ujęciu byłaby informacją od rodziców, czego nie robić, czyli sugestią wynikającą z ich systemu wartości określającą, co jest dobre, a co złe. Nie wiem, jak może być w życiu realizowany taki model, bo przecież nawet uśmiech mamy jest nagrodą dla dziecka. Mowa ciała to przecież 55% komunikatu. Jednak są zwolennicy takich koncepcji dających dziecku kompletnie samodzielne uczenie się – przynajmniej w teorii.

    Kary i nagrody sterują działaniem dziecka, dostarczając mu informacji o wynikach czynności. Nagroda informuje o sukcesie: wtedy dziecko jest pozytywnie nagradzane i nie ma powodu do zmiany swego działania. Nagrodę definiuje się więc jako wszelkie pozytywnie odczuwane konsekwencje zachowania. To pozytywne odczuwanie, nagroda, jako jeden z podstawowych regulatorów postępowania, odgrywa rolę pozytywnego wzmocnienia w stosunku do poprzedzających ją zachowań. Przyczynia się zatem do ich utrwalenia i zwiększa prawdopodobieństwa wystąpienia w przyszłości. Jest pozytywnie kojarzona z bodźcem ją wywołującym, tworząc proces warunkowania. To tak jakbyśmy oglądali piękny widok zachodzącego słońca, czemu towarzyszyłaby jakaś  muzyka. Kiedy to wrażenie jest wystarczająco mocne, czyli wywołuje silne pozytywne emocje (miłości, bliskości…), to kiedy usłyszymy ponownie tę muzykę, przypomni nam się obraz zachodzącego słońca. Działa to również odwrotnie: kiedy zobaczymy zachód słońca, powracają emocje i muzyka z tym związana, czyli sytuacja zakotwiczona w emocjach.

    W węższym znaczeniu, nagroda to jeden ze świadomie stosowanych zabiegów wychowawczych, służący ukształtowaniu pożądanych społecznie zachowań. Kara natomiast informuje o porażce, skłaniając do skorygowania czynności i zmiany zachowań, choć może też obniżyć motywację do osiągnięć. To samo rozumowanie dotyczy więc kary co nagrody. Tak samo jak nagroda jest zmianą sytuacji na pozytywną dla jednostki, tak kara jest zmianą sytuacji na negatywnie przez nią odbieraną.

    Kara to wszelkie odczuwane przez jednostkę jako przykre konsekwencje jej zachowania: wpływa hamująco na zachowanie, po którym następuje. Może też pobudzać do zachowań w kierunku jej uniknięcia. W życiu społecznym kary występują zarówno w postaci regulatorów zewnętrznych, jak i wewnętrznych (wyrzuty sumienia, poczucie winy), odgrywając rolę instrumentu kontroli grup społecznych nad jednostką. 

    Kara w pedagogice, jako jeden z świadomie stosowanych zabiegów wychowawczych, zmierza do powstrzymania jednostki od zachowań społecznie niepożądanych oraz wytworzenia wewnętrznych mechanizmów zapobiegających ich występowaniu. Warunkiem skuteczności kary jest między innymi określenie zachowań podlegających karaniu, możliwość wyboru zachowań alternatywnych, akceptacja osoby karzącego oraz norm, w imię których kara zostaje wymierzona.

    Największą efektywność, wynikającą z łącznego posługiwania się nagrodami i karami, można wyjaśnić największą częstością i różnorodnością nagród i kar. Utrwala się zachowanie pożądane i hamuje (choćby okresowo) zachowania niepożądane, niezgodne z celami wychowania.

    W przypadku operowania samymi nagrodami następuje utrwalenie się zachowań pożądanych, nie są natomiast tłumione zachowania niepożądane. Gdy operuje się tylko karami, następuje tylko tłumienie (często wyłącznie okresowe) zachowań niepożądanych. Szczególnie niekorzystny wpływ mają kary naruszające nietykalność i godność osobistą.

    W świetle rozmaitych teorii uczenia się kwestia nagród i kar przy utrwalaniu lub eliminowaniu czynności okazała się bardzo złożona i kontrowersyjna. Wiele sporów toczy się wokół podważania skuteczności karania. Przykładem jest zjawisko recydywy u przestępców. Przeciwnicy karania twierdzą, że kary bywają szkodliwe. Nie mówię o karach cielesnych, często stosowanych w formie przemocy, które przeczą zasadom humanitarnym. Wywołują też szkody w psychice dziecka generując strach, prowadząc do frustracji i nerwic. Trzeba jednak pamiętać, używając kar jako narzędzia wychowania, że kary cielesne nie tłumią zachowań agresywnych, lecz przenoszą agresję na inne osoby.

    Badania nad karami jako narzędziem wychowawczym w szkole potwierdziły skuteczność oddziaływania kary na zachowanie się uczniów. Warto jednak zadać sobie pytanie, jak ta skuteczność wytrzymuje próbę czasu. Z innych badań wynika bowiem, że skuteczność kar wygasa z czasem. Trzeba byłoby powtarzać co jakiś czas bodźce związane z karą, aby utrzymywać efekt uczenia. Jeśli chodzi o nagrody, ich efekt w czasie wygrywa z karami. Bazując na silnym wzmocnieniu emocjonalnie pozytywnym są efektywniejszym narzędziem wychowania i uczenia. Dzieci lepiej i przyjemniej kojarzą pozytywne emocje związane z nagrodą i utrwalają na długo pożądane zachowania.

    Współcześnie, w pedagogice, postuluje się ograniczenie stosowania kar na rzecz umiejętnego wprowadzania wzmocnień pozytywnych, czyli nagród. Nadmierny rygoryzm, stosowanie kar zbyt surowych, niezrozumiałych, wywołujących poczucie krzywdy, powodujących niezaspokojenie podstawowych potrzeb psychologicznych dziecka, może prowadzić do deformacji jego osobowości – jak sugerują pedagodzy.

    Będąc wychowawcą, czy rodzicem, który zamierza stosować nagrody, musimy zorganizować takie wzmocnienia, które rzeczywiście są atrakcyjne, bo może się zdarzyć, że nasza chęć nagrodzenia przyniesie odmienny skutek, od pożądanego. Przytoczę tu przykład zaczerpnięty z książki Krzysztofa Konarzewskiego: Pewna studentka została nagrodzona publiczną pochwałą za to, że po dłuższym okresie bierności wzięła udział w dyskusji podczas uniwersyteckich zajęć. W następstwie tej pochwały zamilkła na dobre do końca semestru, mimo że – jak pokazał egzamin – zupełnie dobrze orientowała się w materiale. Publiczna pochwała zadziałała na nią paraliżująco, onieśmielając ją do reszty.

    Kiedy mówimy o wzmocnieniach pozytywnych i negatywnych, warto uświadomić sobie pewne parametry tych narzędzi procesu wychowania:
    - częstość występowania, powtarzalność kary czy nagrody,
    - rodzaj wzmocnienia, czyli kary i nagrody,
    - czas wystąpienia po nagradzanym czy karanym wydarzeniu,
    - przewidywalność kary czy nagrody,
    - wiek dziecka, który wiąże się ze zrozumieniem kary czy nagrody,
    - długość jej stosowania, czyli jak długo trwa nagroda czy kara,
    - ważność osoby, która ją wymierza,
    - cechy osobnicze dziecka, np. odporność na frustrację, potrzebę osiągnięć, samoocenę… (niewłaściwe wzmocnienia, brak konsekwencji u rodziców mogą mieć negatywny wpływ na tworzenie się poczucia wartości u dziecka).

    Co z tego wynika? Otóż nie należy przesadzać z częstością stosowania tej samej nagrody w określonych sytuacjach, gdyż prowadzi to do efektu nasycenia i nagroda przestaje pełnić swoją rolę. Zachodzi potrzeba różnicowania nagrody proporcjonalnie do wartości pozytywnego działania dziecka. Mam tu na myśli konieczność dostosowana nagrody do nagradzanego zachowania. Warto też, na ile to możliwe, patrzeć oczami dziecka, czyli wybierać nagrody, które zdaniem dziecka, w jego ocenie są ważne. Dziecko ma przecież swoje marzenia, na coś szczególnie zwraca uwagę, coś jest dla niego ważniejsze, a coś mniej ważne. Znając dziecko możemy przewidzieć, z otrzymania jakiej zabawki będzie bardziej zadowolone.

    Wartość nagrody zależy również od jej przewidywalności. Bardziej cieszy i lepiej odczuwana jest nagroda postrzegana jako większa od spodziewanej. Dlatego to, co może wspomóc wychowawcę czy rodzica w utrzymaniu atrakcyjności nagrody, jest jej różnicowanie oraz okoliczności jej stosowania. Dlatego lepiej wręczyć dziecku nagrodę ważną dla dziecka i w obecności ważnych dla niego osób. Wtedy będzie postrzegana jako większa, bardziej znacząca. Nie może jednak być to rzecz, która nie budzi zainteresowania dziecka, bo wtedy traci wartość pozytywnego wzmocnienia.

    Inna, ważna kwestia, decydująca o skuteczności nagród to ustalenie czasu jej wystąpienia po zachowaniu, które chcemy nagrodzić. Otóż rodzic powinien do niezbędnego minimum skrócić czas do nagrodzenia, aby wyraźnie skojarzyć pozytywne działanie z nagrodą.

    Jeśli chodzi o rodzaj nagrody, to w przykładowej klasyfikacji nagród Pani J. Jundziłł przyjęto następujący podział:
    • Nagradzanie uznaniem, pochwałą (podziw, przytulenie, aprobata, okazywanie miłości). Nagradzanie uznaniem może wyrażać się uśmiechem, mrugnięciem oka, poklepywaniem po ramieniu, pocałunkiem, miłym słowem. Uznanie musi być proporcjonalne do włożonego wysiłku i chęci. Uważa się, że pochwała podnosi samoocenę, wzmacnia zachowanie pożądane. Powinna być dostosowana do wieku dziecka i jego stopnia rozwoju. Młodzież chce by traktować ją poważnie.
    • Nagradzanie przez sprawianie przyjemności – bawienie się z dzieckiem w jego ulubiona zabawę, przyjacielska rozmowa, czytanie dziecku przed snem jeśli to lubi lub opowiadanie mu bajek…
    • Obdarzenie zaufaniem. Dzieci czy młodzież oczekuje, a wręcz żąda zaufania. Dowody zaufania w oczach rodziców są motywujące, gdyż dziecko dostaje informację od rodziców, że jest traktowane poważnie. Warto jednak, by rodzic różnicował wagę spraw, w stosunku do których ufa dziecku i dopasowywał poziom zaufania do wieku dziecka, a także jego wiedzy o zachowaniach dziecka. Czasem młodsze dziecko jest dojrzalsze niż starsze.
    • Wspólne atrakcyjne spędzenie czasu (wspólny spacer, wyjazd, wycieczka, impreza, wyjście do kina).

    środa, 26 września 2012

    Kary i nagrody w wychowaniu (2)

    Jeśli odpowiedzieliście sobie na pytania postawione w poprzednim wpisie, warto przeanalizować swoją postawę rodzicielską. W tym obszarze nasuwają się następujące pytania:

    - z jakimi doświadczeniami wkraczaliście do tego związku,
    - dlaczego zdecydowaliście się na ten związek (z miłości, z rozsądku, byłam starą panną/kawalerem więc wypadało, chciałam bogatego męża, rodzice chcieli, żebym już wyszła za mąż, zaszłam w ciążę...)?
    - jakie były Wasze „domy rodzinne” (z tradycjami – np. spotkania rodzinne we wszystkie święta, imieniny…, rytuałami – na przykład zawsze każdy przygotowywał coś innego do jedzenia, lub inaczej – była część oficjalna, potem śpiewy, gra na instrumentach, tańce…, była struktura spędzania wolnego czasu, gry…)?
    - jacy byli Wasi rodzice (opiekuńczy, kochający, tolerancyjni, wymagający, karzący, panował system obowiązków, kompletnie nie interesowali się dziećmi, cały czas nie było ich w domu, bo pracowali…)?
    - jakie relacje były w domu rodzinnym (ciepłe, partnerskie, tylko wspólne usługi i obowiązki, chłodne, w zasadzie same wymagania)?
    - jakie były pozycje matki i ojca w domu rodzinnym, czyli kto decydował, trzymał finanse…?
    - czy w Waszym domu była przemoc, alkohol...?
    - jakich wzmocnień (kar i nagród) używali Wasi rodzice:

    • czy były kary i nagrody,
    • czy tylko kary (czy było wśród kar bicie),
    • czy tylko nagrody,
    • jakie kary najbardziej pamiętasz,
    • jaka nagroda utkwiła Ci w pamięci?
    Kiedy uświadomimy sobie ten cały system oddziaływań, relacji, dominacji, postaw i zachowań naszych rodziców, łatwiej będzie nam przeanalizować zależność i wpływ tych postaw na naszą postawę rodzicielską. Zdarza się, że kiedy my, jako rodzice, nie akceptowaliśmy jakichś zachowań swoich rodziców, bezkrytycznie stosujemy zachowania przeciwne. Sprzeciwiamy się swoim rodzicom generalizując, a nie analizując związki tych zachowań z naszymi zachowaniami, kiedy byliśmy dziećmi. To najczęstszy motyw działania. Często też towarzyszy nam myślenie, że skoro nam było źle, to będziemy teraz dbać o to, by dziecko miało lepiej,  niejako rekompensując sobie nasze braki w tym zakresie. Na przykład moja koleżanka, pochodząca ze wsi, opowiadała mi, że chodziła do szkoły piechotą, często nie miała pieniędzy na dobre buty w zimie. Wspomina to, oczywiście, jako bardzo przykre doświadczenie. Jako matka postanowiła wozić dziecko do szkoły. Kierując się dobrą intencją narażała dziecko na opinię maminsynka w oczach kolegów. Chłopiec zaczęło mieć bardzo negatywne skojarzenia ze szkołą. 

    Powracam do samych wzmocnień czyli kar i nagród jako narzędzi procesu wychowania. Nie analizuję jednak jeszcze rodzaju kar i nagród. Wrócę do tego później. Teraz piszę o wzmocnieniu jako mechanizmie oddziaływania na dziecko.

    Problem wzmocnień wywołuje mnóstwo dyskusji, wątpliwości i sporów zarówno wśród rodziców, jak i osób zajmujących się zawodowo sprawami wychowania. Każdy ma swoje doświadczenia i przekonania. Można podać wiele świadczących o tym przykładów. Co rodzic, to koncepcja, często sprzeczna u obydwu rodziców. Zwolennicy kar podkreślają ich wartość wychowawczą, przeciwnicy uznają za przeżytek, przyczynę lęków, nerwic. Są zdania, że kary generują kłamstwa jako sposób radzenia sobie z brakiem posłuszeństwa lub postawy agresywne u dzieci. Nie ma też jednolitego poglądu na rolę nagrody w wychowaniu. Każda rodzina ma tutaj pewne tradycje lub doświadczenia wzięte z autopsji i od nich w dużej mierze zależy częstotliwość karania i nagradzania.

    W niektórych rodzinach panuje surowa atmosfera wychowawcza: dzieci są często karane, a rzadko chwalone. W innych odwrotnie, dzieci się chwali, a rzadko karze. Ja miałam bardzo tolerancyjnego ojca, który w ogóle mnie nie karał, jeśli chodzi o wyniki w nauce, był natomiast bardzo czuły na to, kiedy wracam do domu. Obawiał się o moje bezpieczeństwo, gdyż jako mała dziewczynka zgubiłam się w dużym mieście podczas wakacji. To doświadczenie spowodowało, że chciał mnie bez przerwy kontrolować. Wyznaczał mi dokładną drogę ze szkoły do domu i kiedy nie było mnie na czas, bardzo się martwił. To spowodowało mój brak orientacji w otoczeniu. Wracałam do domu stale tą samą drogą i nie uczyłam się poruszać w mieście, w którym żyłam. W rezultacie bardzo słabo znam swoje rodzinne miasto i często muszę się mocno „nagimnastykować”, aby dotrzeć gdzieś na czas.

    czwartek, 20 września 2012

    System wzmocnień, czyli kary i nagrody w wychowaniu

    Kiedy przegląda się literaturę związaną z systemem wzmocnień w wychowaniu dzieci, spotyka się wiele rozmaitych podejść i interpretacji, z których każde, zdaniem autora, ma swoje uzasadnienie. Pracując jako psycholog i trener NLP (Neuro-Linguistic Programing) oraz wychowując własne dziecko, zebrałam bagaż doświadczeń, którymi chcę się z Wami MATKI i OJCOWIE podzielić. W swojej praktyce spotkałam zarówno mądre, świadome swojej roli matki, jak i ojców nastawionych na pełnienie swojej funkcji rodzicielskiej. Częściej jednak zdarzało się odwrotnie, czyli rodzice przychodzili z kłopotami wychowawczymi albo, po prostu, przychodziło jedno z rodziców. Najczęściej była to matka, która miała zarówno kłopoty z dzieckiem, jak i mężem (partnerem), który nie wspierał jej w procesie wychowania. Czasem było też tak, że ojciec kompletnie nie rozumiał swojej roli i proces wychowania spoczywał na matce, a czasem jej rolą było edukowanie zarówno dziecka, jak i męża. Niestety zdarzało się również, że rodzice rywalizowali o dziecko, zwykle działając kompletnie sprzecznie ze sobą. Takie, postępowanie oceniam jako działanie bardzo szkodliwe dla dziecka.

    Zanim przejdę do analizy roli oraz skuteczności kar i nagród, kilka słów o tym, czym tak naprawdę są te wzmocnienia, zdefiniuję pojęcie procesu wychowania, a także przedstawię strukturę tego procesu. Opiszę również kilka przypadków: podam przykłady sytuacji, z którymi rodzice nie potrafili sobie skutecznie poradzić.

    Proces wychowania kojarzy się rodzicom z miłością, dawaniem dziecku tego, czego sami nie mieli lub po prostu byciem z dzieckiem na co dzień. Intuicja rodzicielska często bywa jedynym drogowskazem wyznaczającym rodzicom kierunek działania i ocenę, co jest dobre, a co złe dla dziecka. Tymczasem proces wychowania to zaplanowana, świadoma, często żmudna praca na rzecz dziecka, o czym, niestety, rzadko myślimy, kiedy planujemy je mieć. Zgodnie z definicją, jest to systemem czynności osób wychowujących (rodziców, opiekunów i wychowawców) oraz wychowanków, umożliwiający dzieciom zmianę w pożądanym kierunku. Ten pożądany kierunek wyznacza kształtowanie i przekształcanie uczuć, przekonań i postaw (społecznych, moralnych, estetycznych, religijnych), kształtowanie woli i charakteru oraz wszechstronny rozwój osobowości. Proces wychowawczy ma zatem charakter celowy, planowy i jest rozłożony w czasie. Historycznie, istotą wychowania jako pewnej praktyki społecznej, było przygotowanie młodych ludzi do życia w danej społeczności w celu zachowania jej ciągłości. Pełniło więc funkcje adaptacyjną, stwarzało podstawę egzystencji.

    Struktura procesu wychowania jest zatem realnym składnikiem obiektywnej rzeczywistości i obejmuje:
    • planowy cel wychowawczy,
    • sytuacje wychowawcze zachodzące w określonym środowisku, w którym ten proces
    zachodzi, ma miejsce,
    • doświadczenia wynoszone z sytuacji wychowawczych,
    • wyniki procesu wychowawczego.

    Piszę o tym dlatego, że rodzice rzadko rozumieją proces wychowawczy i swoją w nim rolę jako zaplanowany cel wychowawczy, którego naturalną konsekwencja są doświadczenia dziecka i wynik tych doświadczeń, czyli coś co dziecko przyswaja. Świadomość tych wszystkich elementów dopiero pokazuje złożoność procesu, z jakim rodzice mają do czynienia. Zdaję sobie sprawę z tego, że nie ma szkoły dla rodziców, tak jak na przykład funkcjonują szkoły rodzenia. Tradycje rodzicielskie są zwykle przenoszone z pokolenia na pokolenia i to stanowi największe zagrożenie. Schematy wychowawcze są bowiem powielane, często zupełnie nieświadomie, bez analizy ich szkodliwości lub przydatności. Znaczy to, że matka czy ojciec nie zdają sobie sprawy ze znaczenia bagażu, jaki wnoszą w życie swojej rodziny. Dlatego zanim przystąpimy do analizy wzmocnień warto abyście, jako rodzice, zdefiniowali cele wychowawcze, jakie stawiacie przed Waszymi dziećmi. Jest to kilka pytań na które warto znaleźć odpowiedzi:

    - w jakich obszarach chcecie rozwijać własne dziecko (już gdy ma ok. roku można się nad tym zastanawiać)?
    - jakie są jego (ich) potrzeby: rozwojowe, zdrowotne, edukacyjne:

    • z czym są największe kłopoty wychowawcze?
    • co jest jego mocną stroną (jeśli chodzi o naukę lub zabawę)?
    • co jest jego słabą stroną (jeśli chodzi o naukę lub zabawę)?
    • co może być zagrożeniem dla jego rozwoju osobowego?
    • co może być zagrożeniem dla jego edukacji?

    - jakie zdradza talenty?
    - co chce robić z motywacją do działania, czyli co je interesuje?
    - jak rozwija się w społecznie:

    • jak komunikuje się z rówieśnikami?
    • jak nawiązuje relacje?
    • w jakim wieku dzieci wybiera do zabawy czy koleżeństwa?
    • jak zachowuje się w relacjach z rówieśnikami: czy jest wycofany i podporządkowany, czy przyjmuje rolę przywódcy, czy jest kreatorem pomysłów, czy raczej ich wykonawcą?

    - jakie doświadczenia (pozytywne, negatywne) spotkały nasze dziecko (dzieci) i jaki to miało wpływ na jego rozwój, zachowanie, postawę, przekonania, życie…; czy było to konstruktywne doświadczenie (dziecko nauczyło się czegoś nowego), czy traumatyczne (dziecko unika, boi się okresowych sytuacji)?

    To jest dopiero fragment diagnozy. Takich pytań, znając swoje dziecko, możecie postawić więcej.