Kiedy byłam dziewczynką, widziałam rodziców trzymających się za
ręce, ale mnie tatuś nigdy nie przytulał i nie poświęcał mi czasu. Pamiętam
jeden, jedyny spacer, gdy wziął mnie za rękę i chodząc wokół domu tłumaczył mi
jakąś zawiłą kwestię. Bardzo brakowało mi jego bliskości - był chłodny,
zasadniczy i... bardzo mądry. Dlatego chciałam się uczyć dla niego, być coraz
mądrzejsza, coś w życiu osiągnąć, być jego powodem do dumy. Kiedy przyniosłam
pierwszą dwóję, kupił mi czekoladę. Byłam zawstydzona, gdy mi ją wręczył mówiąc,
że w życiu będą sukcesy i porażki. Zawsze potrafił docenić mój wysiłek i bardzo
we mnie wierzył. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że to był czas rodzenia się
mojego potencjału. Nie wiedziałam też, że bycie rodzicem to trudny zawód, do
którego nie przygotowuje żaden uniwersytet na świecie.
Pomyślałam więc, że może ktoś zechce przeczytać moje
przemyślenia na temat tego, co kształtuje dziecięcą osobowość, samoocenę,
poczucie wartości; jak okazywać emocje, pokazywać miłość do dziecka; co jest
właściwą nagrodą, która buduje motywację do rozwoju, a co niszczy kiełkujący
talent; co działa jak kara, a nie miała nią być w istocie, a co zachęca do
pokonywania barier, ciekawości świata. Stąd pomysł na ten blog.
Pozwólcie, że zacznę od przytoczenia fragmentów mojego
artykułu, który kilku lat temu pojawił się na stronie Grupy Dobrych Trenerów OPEN,
a wcześniej na Wizaż.pl. Pamiętam, że gdy
go kiedyś opublikowałam, wzbudził duże zainteresowanie. Mam nadzieję, że tym
razem także będzie dobrym wstępem do wymiany naszych doświadczeń na temat
wychowywania dzieci. Artykuł kierowałam wówczas do mam, gdyż była to seria
publikacji pod wspólnym tytułem: Wykreuj siebie, skierowana do kobiet.
Zapraszam do lektury i pisania komentarzy.